Wspomnienia mieszkanki - Iwony Białobrzewskiej

Iwona Białobrzewska (Plaga)

Olszewo-Borki we wspomnieniach mieszkanki Iwony Białobrzewskiej nauczycielki w Szkole Podstawowej im. Władysława Broniewskiego w Olszewie-Borkach oraz Radnej Gminy w kadencji 2024-2029.

 Kiedy miałam sześć lat wraz z moją młodszą siostrą uczestniczyłam w koloniach letnich zorganizowanych przy Szkole Podstawowej w Olszewie-Borkach. W tym samym czasie moja rodzina przeprowadziła się do miejscowości Olszewo-Borki. Rok uczęszczałam do przedszkola, które funkcjonowało w domu prywatnym u Państwa Chojnowskich przy ul. Broniewskiego, a potem rozpoczęłam edukację w szkole podstawowej. 

W klasach I-III należałam do drużyny zuchowej, a w klasach starszych do drużyny harcerskiej. Miło wspominam ten czas, ponieważ brałam udział w rajdach, biwakach, ogniskach, obozach, podczas których zdobywałam różne sprawności, świetnie się bawiłam i poznałam wielu interesujących ludzi. 

23 lutego 1985 roku, u boku p. Wiesławy Trzeciak, prowadziłam w roli przewodniczącej samorządu uczniowskiego, uroczystość wręczenia szkole sztandaru. Lubiłam chodzić do szkoły. Oprócz zajęć obowiązkowych można było uczestniczyć w rozmaitych kołach zainteresowań. Uwielbiałam SKS, chór szkolny i tańce. Pamiętam, że jesienią wyjeżdżaliśmy całymi klasami na wykopki, albo na sadzenie lasu. W moich wspomnieniach sporo miejsca zajmują nauczyciele, dzięki którym spełniłam swoje marzenia. 


Po zajęciach szkolnych, popołudniami spotykaliśmy się z rówieśnikami na placu zabaw i boisku szkolnym. Atrakcją były huśtawki, równoważnia składająca się z trzech elementów ułożonych na różnych poziomach i karuzela. Na boisku urządzaliśmy zawody w bieganiu, skakaniu, rozgrywaliśmy mecze w piłkę nożną, siatkową oraz w grę „kostki”. Każdy wolny czas spędzaliśmy na wspólnej zabawie. Nie było nudzenia się w domu. W okresie zimowym najlepiej bawiliśmy się na lodowisku, które rozciągało się na łąkach za budynkami mieszkalnymi przy ulicy Broniewskiego w stronę torów. Dzięki temu nauczyłam się jeździć na łyżwach. W dni wolne od zajęć chodziliśmy na górki pod wsią Nakły pozjeżdżać na sankach i workach z sianem. 

Pamiętam, że w latach 70-tych poprzedniego stulecia przy ul. Broniewskiego znajdowało się w prywatnych domach wiele instytucji i zakładów: - u p. Waszczaków znajdowała się biblioteka szkolna, - u p. Niedźwiedzkich przez jakiś funkcjonował zakład fryzjerski, - u p. Berkowskich działała poczta, - u p. Żebrowskich usytuowana była przychodnia lekarska (potem przeniesiona do nowego dobudowanego skrzydła budynku gminy, - u p. Zająców przy ulicy Przytulnej znajdował się gabinet stomatologiczny, który uczniowie często odwiedzali. Na religię chodziliśmy do salki katechetycznej, która mieściła się u Państwa Młodzianowskich. Na skrzyżowaniu ul. Broniewskiego i 3 Maja (obecnie) działał sklep spożywczy GS, do którego wejście znajdowało się po prawej stronie, a po stronie przeciwnej bar, gdzie można było zjeść dobry posiłek. Z czasem w miejsce baru pojawił się sklep odzieżowo-przemysłowy. Naprzeciwko szkoły powstała również piekarnia założona przez Państwa Piersów. Działa do dziś, ale pod innym nazwiskiem. 

Wspominając o piekarni na myśl przychodzi mi stan wojenny i długie, wielogodzinne kolejki, w których stałam z siostrą, żeby kupić bochenek chleba. Kolejki ustawiały się również przy drewnianym kiosku, który znajdował się na szkolnym podwórku, gdzie czasami „wrzucano” różne artykuły chemiczne i higieniczne oraz w sklepie spożywczym, w którym półki na ogół świeciły pustkami. Tylko od czasu do czasu przywożono jakiś towar, który rozchodził się, jak świeże bułeczki. Nikt nie patrzył, na to, co jest mu potrzebne, tylko brał to, co było. Ciężkie czasy. Do Olszewa-Borek nie dojeżdżał autobus podmiejski. Trzeba było dojść do przystanku, znajdującego się przed torami, aby dojechać do Ostrołęki. Od ulicy Broniewskiego do torów ciągnęły się pola i łąki. Często wydeptaną ścieżką przez żyto i pszenicę szliśmy do Grabowa do autobusu. Ta trasa była dużo krótsza niż ta ulicą Broniewskiego, a potem Warszawską. W tamtym czasie jeździło dużo pociągów towarowych i osobowych. Można było podróżować do Szczytna, Wielbarka, Olsztyna, a nawet Gdańska i Gdyni. W Grabowie przy samym przejeździe kolejowym przez długi czas funkcjonował kiosk, prowadzony przez p. Halinę Opęchowską, w którym kupowaliśmy gazety, czasopisma i gumy balonowe Donald (słodkie w smaku i pachnące intensywnie). 

W latach osiemdziesiątych zaczęto budować nowe domy jednorodzinne. I tak nasza miejscowość powoli się rozrastała. Powstawały coraz to nowe ulice i osiedla. Pamiętam sklepy, które powstały naprzeciwko budynku gminy i domu nauczyciela: drewniak pana Myślaka, sklep odzieżowy p. Danuty Bałdygi, ABC Delikatesy p. Biedrzyckich i p. Gawryluka, sklep chemiczno-przemysłowy pani Parzych oraz kiosk z prasą i biletami autobusowymi. Przeniesiono też przystanek, który pierwotnie znajdował się przy ul. Broniewskiego przy szkole podstawowej (obecnie zatoczka dla autobusów szkolnych). Na początku lat 90-tych na skrzyżowaniu ul. Broniewskiego i Warszawskiej (obecnie pawilon handlowy przy Biedronce) znajdował się bar przydrożny „Dworek”, prowadzony przez p. Jadwigę i Antoniego Żebrowskich), gdzie można było spotkać się z przyjaciółmi, porozmawiać i smacznie zjeść, np.: golonkę w piwie.


                                                                                                                                                                                                               Iwona Białobrzewska (Plaga)
Szukaj